Świadek

akt prawnyOd lat pracuję w prywatnej firmie i codziennie mam do czynienia z różnego rodzaju korespondencją i pismami. Jednakże kiedy doszło do sytuacji, w której musiałam załatwić sprawy sądowe, okazało się, że jestem zupełnym laikiem. Otrzymałam zwykłe wezwanie sądowe w charakterze świadka, które napawało mnie przerażeniem, kiedy przeczytałam treść pouczeń, co grozi mi w razie niestawiennictwa. Nie miałam ochoty stawiać się na rozprawie. Sprawa dotyczyła kradzieży mojego roweru, który został skradziony z piwnicy. Sprawcy nie widziałam i myślałam, że nigdy się nie znajdzie. Jednak byłam w błędzie. Postanowiłam udać się do pobliskiej kancelarii adwokackiej. Prawniczka, z którą miałam wówczas przyjemność to naprawdę dobra pani adwokat, tu jej strona. Rzetelnie wytłumaczyła mi, że w sądzie stawić się muszę i że nie ma powodów do obaw. Wyjaśnił mi, iż co prawda będę zeznawać w obecności oskarżonego, jednak nie będę go rozpoznawać, gdyż nie byłam świadkiem naocznym. Jedyne, co musiałam zrobić to opowiedzieć, co konkretnie zginęło, ile było warte, itd.